Opowiadanie dla dzieci napisane przez jedną z uczestniczek naszych obozów - Travel Kids

Opowiadanie dla dzieci napisane przez jedną z uczestniczek naszych obozów

9 kwietnia, 2020
Wakacje

Julka spędza z nami Wakacje już od 5 lat. Można powiedzieć, że
w kaszubskim ośrodku czuje się jak
w domu.

Ostatnio w ramach zadania domowego z języka polskiego napisała opowiadanie inspirowane naszymi obozami.

Jest nam niezmiernie miło! Tym bardziej, że poza naszym ośrodkiem, który stał się miejscem wydarzeń całej akcji, bohaterami jej opowiadania są również nasi Wychowawcy – Pan Sylwester i Pani Aneta.


Nadal uważacie, że Wam się to śniło..

Podróż trwała już ponad dwie godziny. Przez okna widać było same lasy, pola i jeziora, a w autokarze nikt z nikim nie rozmawiał. Wszyscy wpatrzeni w ekrany smartfonów. Pomyślałam sobie: ale dziura! A dookoła same internetowe zombie. Co ja tu będę robić aż dziesięć dni. Ech..moje rozmyślenia nagle przerwał głos jednego z wychowawców. Był to pan Sylwester, tak przynajmniej się przedstawił na zbiórce w Gdańsku. Był to wysoki mężczyzna ubrany w bojówki i biały podkoszulek, miał blond włosy i nie więcej niż dwadzieścia cztery lata. Ogłosił, że właśnie dojeżdżamy do ośrodka. Za oknem poza drzewami i łąkami zobaczyłam szereg drewnianych domków. Najgorzej! To była moja pierwsza kolonia. Nowe miejsce i kompletnie nieznani mi ludzie. Moja najlepsza przyjaciółka Wiktoria nie mogła wybrać się ze mną. Jej rodzice się nie zgodzili, bo za daleko, bo za drogo, bo za długo. A teraz jestem tu ja, sama i pełna obaw czy wśród tych smartfonowych zombie znajdzie się choć jedna miła osoba. I stało się. Zostałam przydzielona do chyba najgorszego domku na całym kampusie. Te dziewczyny są zadufane w sobie, a teraz gdy wychowawcy zebrali wszystkie telefony to nie da się z nimi wytrzymać. Wtargałam torbę na antresole z nadzieją, że chociaż ta niewielka przestrzeń będzie moim schronieniem przed nowymi współlokatorkami. Otworzyłam walizkę, od razu pomyślałam o mamie, jak zawsze wszystko mi posegregowała. W jednej reklamówce skarpetki, w drugiej bielizna, a pomiędzy komplet ubrań na każdy dzień. Odgłosy z dołu znowu wybiły mnie z rozmyśleń, tym razem były to rozmowy dziewczyn. Przez ostatnie trzydzieści minut zdążyły już chyba omówić strój wszystkich z całego obozu. Postanowiłam się przejść.

Domki w Ośrodku KREFTA na Kaszubach

Na przeciwko naszego domku było boisko do gry w siatkówkę, chociaż sama zdecydowanie wolę grę w ringo. Obok dwaj chłopcy grali w  ping-ponga, jeden z nich był trochę wyższy ode mnie. Miał ciemne włosy i czerwone okulary. Zwróciłam na niego uwagę już na zbiórce, bo w pasie miał przewieszone dwa małe bongosy. Gdy czekaliśmy na pozostałych uczestników uderzał w nie w rytm najnowszej piosenki Justina Biebera. Obok niego stała uśmiechnięta i bardzo ładna blondynka. Ciekawe gdzie jest teraz?

Kolonijne rozgrywki w RINGO

– Hej!

Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. To była właśnie ta blondynka. 

– Cześć! Widzę, że przyglądasz się mojemu bratu.

– Yyy.. tak tylko wyszłam z domku.

– Nazywam się Alicja. Jestem z domku dwieście dwadzieścia dwa, a ty?

– Hej! Jestem Julia. To świetnie, bo ja jestem z domku dwieście dwadzieścia trzy.

– Super! Jesteśmy sąsiadkami. Choć przedstawię ci mojego brata, starszego o dwie minuty. – uśmiechnęła się.

– Hubert to Julka.

– Cześć – powiedziałam.

– W jakich zajęciach będziesz uczestniczyć?

– Zdecydowałam się na survival.

– O! My też – powiedział szturchając Alę ramieniem.

Pobudka o szóstej rano to jakiś żart! Po śniadaniu grupa survivalowa wybrała się w teren, do lasu. Pomyślałam, że to świetna okazja by lepiej poznać Alicję i Huberta. Szliśmy już tak z pół godziny. Gdyby nie te ciągłe kłótnie rodzeństwa zanudziłabym się tutaj na śmierć.
Chwila, co to?

– Alicja, Hubert! Słyszycie ten głos? – zapytałam z niepokojem.

– Tak , coś szepcze. – powiedział Hubert. 

– Skąd dobiega ten głos?

Już wiedziałam. Z małej wydeptanej dróżki.

– Musimy tam pójść, sprawdzić kto to. – powiedział stanowczo Hubert.

– No chyba żartujesz! – odpowiedziała z niedowierzaniem Alicja.

– Zgadzam się, idziemy! – krzyknęłam. 

Po cichu skręciliśmy w tę małą dróżkę. Przedzieraliśmy sie przez ogromne chaszcze. Naszej grupy i pani Anety – wychowawczyni nie było już słychać ani widać. Teraz byliśmy zdani wyłącznie na siebie. Nagle przed naszymi oczami ukazał się potężny zamek.

Zamek w Łapalicach na Kaszubach

– Co..co, co to jest?! – zapytała wystraszona Alicja.

– To.. zamek – odpowiedział z niedowierzaniem Hubert.

– Wow, wygląda jak prawdziwy Hogwart – krzyknęłam z radością.

Zamek był naprawdę ogromny, widać było, że prace nad nim nie zostały ukończone. Po ceglanych ścianach wiły się kolorowe bluszcze. Naliczyliśmy wspólnie dwanaście wieżyczek. Robił naprawdę duże wrażenie. Wokół niego unosiła się mgła, a światło oświetlało nam drogę do wejścia. 

– Szept jest coraz głośniejszy – stwierdziłam.

– Chyba nie sądzicie, że tam wejdziemy? Na pewno oglądaliście horrory. – zapytała siostra Huberta.

– A co nas może tutaj spotkać? Dementorzy? – roześmiałam się.

– Przestań już z tym Harrym Potterem! – krzyknęła jeszcze bardziej wystraszona Alicja.

– Dość dziewczyny, idziemy!

Idąc za światłem doszliśmy do wielkich wrot. Z tej perspektywy zamek wygląda jeszcze bardziej przerażająco. Znów słyszę ten szept. Coraz głośniej i głośniej. Weszliśmy do środka. Zamczysko na pierwszy rzut oka było puste. Gdzieniegdzie  znajdowały się porozrzucane papiery. 

– Ten głos, dobiega z góry. Chodźcie! – uznałam.

– Nie ma mowy i tak juz popełniliśmy kilka niewybaczalnych błędów w horrorach. – zaprotestowała Ala.

Schody prowadzące na jedną z wieżyczek w Zamku w Łapalicach

Powoli weszliśmy po schodach. Były kręte, strome i nie miały barierki. Podejrzewałam, że prowadzą na jedną z wieżyczek. Szliśmy nimi tak długo, że Ala zdążyła wygłosić cały referat o niewybaczalnych  zasadach w horrorach, które według niej popełniliśmy. Stanęliśmy na środku długiego i ponurego korytarza. Tylko jedno pomieszczenie miało drzwi. To właśnie z niego dobiegał szept. 

– Nie wiem czy to jest dobry pomysł. – powiedziała Alicja piskliwym głosem.

– Ty normalnie Ala jesteś jak kula u nogi. Doszliśmy już tak daleko. Nie ma odwrotu! – a jednak powiedziałam to na głos.

– To idziemy. Na raz, dwa i trzy. Otwieramy! – powiedział Hubert.

Naszym oczom ukazała się wielka, zamknięta skrzynia. To z niej wydobywały się wszystkie szepty. 

– Otwieramy – zapytał Hubert.

– Tak, jasne napewno nic z niej nie wyskoczy – stwierdziła z sarkazmem Alicja.

– Otwieramy! – krzyknęłam.

Gdy Hubert uniósł pokrywę przez ułamek sekundy zobaczyliśmy jasne oślepiające światło.
W tej samej chwili unieśliśmy się do góry i zaczęlismy obracać się w powietrzu. Nie widziałam ani Huberta ani Alicji jedynie białą przestrzeń. Straciłam przytomność. Obudziłam się w nieznanym mi pomieszczeniu. Obok mnie leżeli moi przyjaciele. Gdy się ocknęli z przerażeniem podeszliśmy do okna. Zobaczyliśmy z góry wielkie miasto. Tak jakbyśmy znajdowali się w jednym z najwyższych budynków. Nagle do pomieszczenia weszła wysoka, szczupła kobieta. Uśmiechnęła się do nas i powiedziała:

– Obudziliście się już, to dobrze. Długo na was czekaliśmy. Chodźcie za mną wszystko wam pokażę. 

– Gdzie my jesteśmy?!

– Kim pani jest?! 

– Kto na nas czeka?!

Krzyknęliśmy jednocześnie.

– Spokojnie wszystko wam zaraz wyjaśnię.

– Trzeba było mnie posłuchać, ale nie, przygód wam się zachciało. – zamamrotała pod nosem Alicja.

Kobieta zaprowadziła nas do białego pokoju. Znajdowało się w nim mnóstwo laptopów i innych gadżetów, ściany pokryte były ogromnymi ekranami. Pierwszy raz w życiu byłam w takim miejscu. 

– Nazywam się Zelda. Jestem tutaj szefem. 

– No super, extra, a że tak zapytam gdzie jesteśmy i co tu robimy? – fuknęła Alicja.

– Znajdujemy się w Merkurii. W innej galaktyce niż wasza. 

– Jak to jesteśmy w innej galaktyce? Jak to możliwe? – zapytał Hubert

– Dlaczego tu jesteśmy? – dodałam.

– Wzywałam was, a wy otworzyliście skrzynię. To jest nasz teletransporter. Kiedy jesteśmy w niebezpieczeństwie poszukujemy pomocy. Wy jesteście tu po to by nam pomóc. 

– W czym?! – krzyknęliśmy z niedowierzeniem.

– W tym wymiarze zagraża życiu nam wszystkim niebezpieczny wirus. 

– I co my mamy z tym zrobić? – zapytałam patrząc na Huberta i Alicję.

– Musicie odnaleźć lekarstwo.

– No świetnie, lepiej być nie może! – oburzyła się Alicja.

– Dlaczego my? – zapytał Hubert.

– Wybraliśmy Julkę, bo jest odważna. Alicję, bo jest bardzo spostrzegawcza. A ciebie Hubert, bo jesteś silny i odpowiedzialny i z pewnością zaopiekujesz się swoimi towarzyszkami.

Zelda wręczyła każdemu z nas noktowizory oraz nowoczesną broń.

– Nie wiem o co chodzi, ale chcę wrócić do domu! – krzyknęła Alicja.

– Już czas! – powiedziała Zelda dodająć po chwili ,,powodzenia”.

Pani Aneta w szałasie zbudowanym przez grupę Survivalową 2018!

Mimo naszych próśb nie powiedziała nic więcej. Znowu zostaliśmy sami i byliśmy zdani  wyłącznie  na siebie. 

– Świetnie i co mamy robić? Spacerować? – westchnęła Ala.

– Dziewczyny, nie oszukujmy się, nie wiemy jak wrócić do domu. Po prostu zrobimy co chcą. Znajdziemy lekarstwo i wrócimy na Ziemię. 

– Julka masz jakiś pomysł? – dodał Hubert.

– Pomyślmy, może sprawdźmy noktowizory. W końcu dostaliśmy je od tej kobiety.

– Widzicie to? – zapytała Alicja. 

– Tak! Co to jest Hubert? – zapytałam przerażona.

– Dziewczyny, to jest jak w grze! W lewym górnym rogu mamy wskaźnik żyć, w prawym wskaźnik posiadanej broni.

– Ale jak to? – zapytałam.

I w tym momencie poczułam silny ból nogi. Alicja zadała mi cios. 

– Alicja! Co to było! Chciałaś mnie zabić!?

– Julka! – krzyknął Hubert.

– Co? – zapytałam trzymając się za nogę.

– Masz osiem żyć zamiast dziewięciu! Dziewczyny to jest GRA! Szukamy wskazówek do znalezienia laboratorium.

– Czekajcie, do czego służy ten guzik?

– Jaki guzik? – powiedziała Ala.

– Ten z lewej strony noktowizora – odpowiedziałam i natychmiast go włączyłam.

– Czekaj! – krzyknęła Ala.

– Już za późno. To jest mapa. – odpowiedziałam.

– Dziewczyny widać na niej nasz cel-laboratorium – powiedział szybko Hubert.

– Idziemy! – powiedziałam i dodałam – Ale słuchajcie jak my się dostaniemy do środka?

– Racja. Na pewno jest chronione.

W tym momencie podleciał do nas czarno-zielony myśliwiec. Skrzydło podniosło się do góry, przed nami wysunęły się schody. Hubert ruszył naprzód, a my za nim. W środku znajdował się pilot. Miał czerwony hełm i zbroję. Nie widzieliśmy jego twarzy ani tego czy jest mężczyną czy kobietą. I wtedy to się stało. Za nami zamknęły się drzwi. Pilot wstał i wykonał cios w stronę Huberta. Tak jakby chciał go zranić. 

– Co jest!? – krzyknęłam.

– Dziewczyny to gra wszystkiego możemy się spodziewać! – krzyknął Hubert.

– Hubert, Julka..  

– Ala to jest zły moment na twoje histerie! – krzyknęłam.

– Nie histeryzuje! Spójrzcie na jego wskaźnik życia. Zostało mu tylko jedno życie! 

W tym samym momencie Alicja zadała mu cios. Pilot zniknął, a wraz z nim myśliwiec.

Cała nasza trójka spadła na ziemię.

– Mam już dość tego ciągłego upadania. – stwierdziła Alicja.

Po chwili wyruszyliśmy dalej w kierunku laboratorium. Hubert zaproponował inną trasę. Tak aby uniknąć kolejnych zagrożeń. Nagle ujrzeliśmy przed sobą laserowy labirynt.

– Extra. – powiedział z wrażeniem Hubert.

– Kto pierwszy? – zapytała Alicja. 

– Pójdę pierwszy. Julka już jedno życie straciła, a ty Ala możesz się łatwo przestraszyć.

Gdy Hubert wszedł do labiryntu światła zaczęły się poruszać.

– Hubert! Uważaj jest ich coraz więcej! – krzyknęłam.

– Julka, widzisz to? Kto to? – zapytała Alicja.

Nagle lasery zgasły. Droga stanęła się wolna, a zakapturzona tajemnicza postać uciekła.

– Kto to był? – zapytała Ala z przerażeniem.

– Nie wiem, ale czemu nam pomógł? – powiedział Hubert.

– Za nim! To nasza jedyna szansa! – krzyknęłam i od razu pobiegliśmy.

Przed nami pojawił się ogromny, biały budynek. Otaczająca nas cisza budziła niepokój. Postanowiliśmy nie czekać. Idziemy!

– To jest za łatwe – zwróciła uwagę Alicja.

Gdy tylko przekroczyliśmy wejście zorientowaliśmy się, że była to pułapka. Otoczyli nas żołnierze w czerwonych hełmach i zbrojach. Zza nich wyłoniła się ta sama zakapturzona postać.

– Miałaś Alicjo rację. To było zbyt proste. Popełniliście błąd. GAME OVER!

Julka, Julka, Już czas. 

Jednym ruchem zerwałam się z łóżka. Nade mną stały koleżanki z domku gotowe na poranną zbiórkę. Szybko się ubrałam i pobiegłam na apel. Gdy wychowawcy omawiali dzisiejszy dzień cały czas towarzyszyło mi dziwne uczucie. Po zbiórce podeszli do mnie Alicja i Hubert.

– Julka co się z tobą dzisiaj dzieje? Wołaliśmy cię. Nawet się nie odwróciłaś. – zapytała się Ala.

– Miałam bardzo dziwny sen. 

– Ty też? Właśnie chcieliśmy z tobą o tym porozmawiać. – krzyknęli razem.

– To wam też śnił się ten zamek?! 

– Tak! I ta kobieta-Zelda – krzyknęła Alicja.

– Tak! – wrzasnęłam ze zdziwienia.

– I jeszcze ta zakapturzona postać! – dodał Hubert. 

Nastała chwila ciszy. 

– Nadal uważacie, że wam się to śniło?

Spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. W jednym momencie odwróciliśmy się. Za nami stał.. pan Sylwester.

Pan Sylwester, Pani Ola i Pani Aneta

Autorka opowiadania:
Julia Bobowska, 13 lat
Z pozdrowieniami dla Pana Sylwestra i Pani Anety

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Koszyk Element usunięty Undo
  • No products in the cart.